niedziela, 6 października 2013

Kawałeczek zaległości ;-)

 Zaległości blogowych jak zwykle u mnie sporo. Dzisiaj odrobinka ;-)  Na początek czepek stylizowany na połowę XIXw. Nie do końca jestem z niego zadowolona, ale miałam mało czasu, żeby zdążyć na Zlot w Krakowie. Co i jak się działo opisywać nie będę. Nie dość, że zapomniałam aparatu, to jeszcze wydarzenie zostało opisane bardzo ciekawie wiele razy . Od siebie mogę dodać, że czekam na kolejne spotkanie :-)
Szukając słomkowej bazy do czepka na targowisku znalazłam takie cudo. Jest mocno zniszczone, niestety. Na szczęście konstrukcja jest cała, więc w planach mam wymianę jedwabnego pokrycia. Oryginał mam nadzieję uda się odczyścić i wykorzystać choćby na poduszkę. Nici do haftu zamawiam już dwa miesiące, może w tym roku zdążę ;-) 
 

 Z bardziej bieżących robótek - przędzenie jest fajne :-D Na zdjęciu alpaka, część brązowa z natury, część farbowana na czerwienie, żółcie i pomarańcze. Niestety kolory wyszły takie sobie. Na szczęście to była tylko próbka - wyszło mi 5g/ok. 40m. Grubość zadowalająca ;-) Z pewnością będą kolejne próby, niekoniecznie farbowane.

Poza tym doba jest za krótka, człowiek spać potrzebuje, rodzina też ma swoje prawa. Nic to, byle do emerytury ;-)

niedziela, 29 września 2013

Undómiel

Przepiękny prezent od męża na okrągły tuzin małżeński :-)

środa, 26 czerwca 2013

Mam aparat...

... i nie zawaham się się go użyć ;-)
Dłuuugo mnie nie było. I doba jakaś taka krótka, a mając do wyboru komputer czy robótka wybierałam tę drugą (zazwyczaj). I zdjęcia robione poprzednią pstrykawką doprowadzały mnie do wielu zakrętów. A teraz mam czym robić zdjęcia i się tym chwalę.



















Robótkowe zdjęcia wkrótce. Kwiatkowe również, bo lubię :-D

piątek, 24 sierpnia 2012

Słodka komódka



Do oddania jest komódka na bobinki. Słodziutka :-D więc zapisałam się do trochę przydługiej kolejki.




czwartek, 2 sierpnia 2012

Na wakacjach też się robi...

... różne rzeczy. Na przykład koronkowy szal dla Mamy. Przed zblokowaniem miał jakieś 60 x 170 cm i można było go przeciągnąć przez obrączkę. Po blokowaniu jakoś zapomniałam zmierzyć.

 Się suszy na balkonie. Mama zadowolona, bo szal mięciutki i nie gryzie.

 Zużyłam jakieś 12 dkg Moheru Extra Aniluxu w kolorze ecri.

Poza tym w czasie wycieczki na Żytawską Kolejkę Wąskotorową, podczas spaceru w Goerlitz skusiłam się na na kobaltową włóczkę Coats'a. Co prawda akryl, ale kolor ładny i cena przyjazna. niecałe 8€ za 500g moteczek.


 Dla lubiących kolej i ładne widoczki zdjęcia autorstwa mojego Małżonka https://picasaweb.google.com/108903681554652581283/Uzyce?authuser=0&authkey=Gv1sRgCOSFloikiMO7QA&feat=directlink

 A dziś mocno zainspirowana malowankami Pimposhki zamiast kończyć sweter dla Mamy, wzięłam się za mszystą wełnę własnego farbowania. Będzie z niej kardigan, ale jeszcze nie wiem jaki ;-) Kolor z drugiego zdjęcia bardziej zbliżony do oryginału.
W "międzyczasie" zrobiłam jeszcze jakieś dziecięce swetry, ale zdjęcia wrzucę jak będzie chłodniej ;-)

niedziela, 13 maja 2012

W sumie, to czemu nie?


W Kwiecie Dolnośląskim czas na scrapowe podsumowanie kwietnia. Tym razem postanowiłam spróbować. Nie do końca jestem zadowolona, ale jak na początek to chyba może być ;-)

wtorek, 24 kwietnia 2012

Porobiło się ostatnio...


Na ostatnim spotkaniu robótkowym krzyczały co poniektóre, że blog mi kurzem zarasta. Niestety, doba gumowa nie jest i albo się robi, albo przy komputerze siedzi ;-) . W końcu jednak się zebrałam i kilka zdjęć z wiosennych dziergań mam.
Na pierwszy ogień serweta z wzoru od Lacrimy z biało-złotego kordonka Maxi.
Wzór i opis troszkę niejasny, prucie zaliczyłam, ale warto było. Teraz zaczynam myśleć o obrusie, tak 110-120 cm średnicy. Na szczęście mi się nie spieszy i myśleć mogę długo.

Z zalegającej jasnozielonej Sonaty wymyśliłam sobie bluzeczkę bez zszywania. Oczywiście można się przyczepić, że krzywe i się marszczy, ale w ciemną noc można założyć ;-)



Miałam też sprany wełniany sweter. Kolor zrobił się nijaki, jakieś plamki niedoprane, wiec zastosowano prucie.
 A potem wzięłam farbki i pomalowałam.

 A jak już wypłukałam, to pierwszy motek suszarka dosuszałam. I sam wskoczył mi na druty. 
Robię jak widać od góry, bezszwowo. Sweterek będzie taki długi, na ile włóczki starczy. Czyli już niedużo.


A resztę wełny zafarbowałam na mszyste zielenie. I nie mogę się doczekać, żeby się za nie wziąć. Oczywiście też bez zszywania. Nie lubię i już.
 

Gotowych rzeczy mam jeszcze troszkę, ale to już innym razem. co za dużo, to niezdrowo ;-)