poniedziałek, 14 lipca 2014

Znów zaniedbałam bloga. Zacznę więc od zaległości, czyli króciutkiej recenzji cyklu "Dzieci Ziemi" Jean M. Auel. Na początku było dziecko, samotna sierota, bo bliscy zginęli w trzęsieniu ziemi. I był Klan, który zaopiekował się dzieckiem Innych. Różniło ich wszystko - język, mentalność, zachowanie, nawet wygląd. Łączyło ich wszystko - zwykłe ludzkie uczucia. Dziewczynka dorastała ucząc się życia w nowych warunkach. Nie było łatwo. W dodatku kochający opiekunowie, jedyna rodzina jaką znała i pamiętała powtarzali, że powinna odejść, poszukać swoich. Buntowała się przeciwko temu, aż życie zdecydowało za nią. Długi czas młoda kobieta spędziła samotnie na zimnych stepach krainy lodowcowej. A później spotkała mężczyznę, który wszystko zmienił... Więcej w książkach ;-)

A w tzw. międzyczasie porobiło się kilka mini chust z wełny od Gackowej . Nici są śliczne i cieniutkie. Ale mało mi było kolorów, to część sobie pomalowałam. I wyszło takie coś:





Po raz kolejny przekonałam się też, że farbowanie czesanki nie bardzo mi wychodzi. Wełna miała być czerwono-zielona jak jabłko, a wyszedł Kanion Kolorado o zachodzie słońca ;-) Też ładnie, ale lubię jak coś co robię chociaż trochę podobne jest do tego co zaplanowałam ;-)

czwartek, 15 maja 2014

Wspólne dzierganie i czytanie

Na ostatnim spotkaniu Wrocławianek zwrócono mi uwagę, że zrobiłam za duży sweter. Poprawiłam się i przedstawiam dwie chusty w skali 1:4.





Przy okazji po raz pierwszy biorę udział w zabawie Maknety i przedstawiam jedną z części z cyklu "Dzieci Ziemi". Ostatnio czytałam je naście lat temu, tym razem postanowiłam zmierzyć się z oryginałem. Lubię fantastykę, więc trudno mi się oderwać i ostrzę zęby na kolejną część :-D

niedziela, 4 maja 2014

Majówka.

1 maja przed obiadem wybraliśmy się na spacer. Na szczęście przed, bo po padało. Przy okazji opstrykałam kolejną tonnerową pannę.
Najpierw odpoczynek przy mchowym dywaniku.

 Później zagubiona w kwietnych gwiazdkach.

  Kontemplująca chmiel... Czyżby o piwie myślała?

W tle prawie zrujnowany młyn nad Bystrzycą.


I mlecze... Lubimy mlecze...


i te żółte...
i dmuchawce...

Czekając na odjazd autobusu.



Niestety na żadnym zdjęciu nie udało się uchwycić niesamowitego koloru tej lalki. Najbliższy oryginałowi jest chyba ten z przedostatniego zdjęcia. W rzeczywistości to brąz ciemnej czekolady. Ciemny, nasycony i raczej chłodny.

Prawie stare.

Swetry. Część tegoroczna, część zeszłoroczna. Zdjęcia z któregoś wiosennego spaceru.

Dziecko w biegu, rękawy swetra już robią się za krótkie. Albo dorobię wstawki, albo wszystko spruję.
 Drugie dziecko też w biegu. Rękawy prawdopodobnie starczą do jesieni ;-)
 Najstarszy wyjątkowo nie w biegu ;-)
Lepsze fotki swetrów to chyba tylko na płasko ;-)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

I kolej na wiosnę.

Wiosną właśnie dotarła do mnie Sydney od Tonnera. Wiosną ubiegłego roku. Czarnowłosa piękność doczekała się w końcu jakiegoś udziergu i przyzwoitych zdjęć.








Jak wiosna to ukochane niezapominajki



bzy sąsiada ;-) (moje jeszcze nie kwitną)



Szafirki już przekwitają,


a pigwa zapowiada sporą ilość owoców



Poza tym blokuje się testowy sweterek od Mao. Śliczny jest i mam wrażenie, że popełnię go raz jeszcze w innym kolorze :-) .


Oczywiście robiły się też (wcześniej i później) i inne rzeczy. Może nawet zbiorę się i zrobię im zdjęcia.


wtorek, 11 lutego 2014

Zima.

Jakby nie patrzeć (byle nie za okno ;-) ) to w kalendarzu mamy zimę. A zimą koty śpią. Głównie.  Czasem też zwyczajnie odpoczywają. W każdym razie przede wszystkim leżą. Moje też.