niedziela, 4 maja 2014

Majówka.

1 maja przed obiadem wybraliśmy się na spacer. Na szczęście przed, bo po padało. Przy okazji opstrykałam kolejną tonnerową pannę.
Najpierw odpoczynek przy mchowym dywaniku.

 Później zagubiona w kwietnych gwiazdkach.

  Kontemplująca chmiel... Czyżby o piwie myślała?

W tle prawie zrujnowany młyn nad Bystrzycą.


I mlecze... Lubimy mlecze...


i te żółte...
i dmuchawce...

Czekając na odjazd autobusu.



Niestety na żadnym zdjęciu nie udało się uchwycić niesamowitego koloru tej lalki. Najbliższy oryginałowi jest chyba ten z przedostatniego zdjęcia. W rzeczywistości to brąz ciemnej czekolady. Ciemny, nasycony i raczej chłodny.

Prawie stare.

Swetry. Część tegoroczna, część zeszłoroczna. Zdjęcia z któregoś wiosennego spaceru.

Dziecko w biegu, rękawy swetra już robią się za krótkie. Albo dorobię wstawki, albo wszystko spruję.
 Drugie dziecko też w biegu. Rękawy prawdopodobnie starczą do jesieni ;-)
 Najstarszy wyjątkowo nie w biegu ;-)
Lepsze fotki swetrów to chyba tylko na płasko ;-)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

I kolej na wiosnę.

Wiosną właśnie dotarła do mnie Sydney od Tonnera. Wiosną ubiegłego roku. Czarnowłosa piękność doczekała się w końcu jakiegoś udziergu i przyzwoitych zdjęć.








Jak wiosna to ukochane niezapominajki



bzy sąsiada ;-) (moje jeszcze nie kwitną)



Szafirki już przekwitają,


a pigwa zapowiada sporą ilość owoców



Poza tym blokuje się testowy sweterek od Mao. Śliczny jest i mam wrażenie, że popełnię go raz jeszcze w innym kolorze :-) .


Oczywiście robiły się też (wcześniej i później) i inne rzeczy. Może nawet zbiorę się i zrobię im zdjęcia.


wtorek, 11 lutego 2014

Zima.

Jakby nie patrzeć (byle nie za okno ;-) ) to w kalendarzu mamy zimę. A zimą koty śpią. Głównie.  Czasem też zwyczajnie odpoczywają. W każdym razie przede wszystkim leżą. Moje też.



niedziela, 5 stycznia 2014

Nowy Rok

Mam nadzieję, że będzie choćby ciut lepszy od poprzedniego, choćby odrobinę. A i zeszły nie był najgorszy. Trudny, ale i z sukcesami. Rozliczać zeszłego roku nie będę, planów i postanowień na bieżący też chyba nie będzie. Zwłaszcza postanowień, bo wiadomo, że wtedy na pewno nic z nich nie będzie ;-) Przynajmniej u mnie.
W listopadzie udało mi się pojechać na kolejny zlot Dollplazy. Jako, że lalki ostatnio trochę odłogiem leżały, wzięłam się i zrobiłam sukienkę z cudnej wełenki od Gackowej. Trzy razy zaczynałam, bo miałam wizję czegoś irlandzkiego, a nie bardzo wiedziałam co i jak. W końcu powstała prawie irlandzka sukienka dla rudowłosej Ewy. Dziś po południu sprawdzałam do której godziny można zrobić znośne zdjęcia ;-) O 16:15 schowałam aparat, a kilka zdjęć zrobiłam z lampą, dla porównania.









Oczywiście aparatu na Zlot nie wzięłam, więc zdjęć nie mam. Szkoda, bo lalek pięknych i oryginalnych nie brakowało.


A to cieplutki szal z kolejnej pięknej wełny od Agaty. Następny w cukierkowych kolorkach już na drutach.



Sobie przed końcem roku zrobiłam sweterek z alpaki. Robi się całkiem miło, nosi też przyjemnie, bo nie gryzie. Niezbyt przyjemny zapach po praniu na szczęście ulotnił się po wyschnięciu. Dziwne, że moja prawie w ogóle nie ma zapachu.

Następnym razem zrobię trochę mniejszy dekolt i węższe rękawy. Ale jak na sweter bez schematu i próbki nie jest źle, nic się nie marszczy a zaszewki ładnie modelują górę. Rękawy 3/4, na dłuższe musiałabym dokupić jeszcze jeden motek.

Już mnie ręce swędzą na następny, ale najpierw dzieciom skończę przynajmniej te dwa zaczęte swetry ;-)