Nie obijałam się przez ten cały czas, o nie. Tyle, że doba za krótka na zdjęcia, blogi i robótki. Więc skupiłam się na robótkach.
Ale najpierw o słodkich przyjemnościach - swego czasu u April wygrałam candy. Kolczyki dotarły przed świętami, pasujące bardzo do okoliczności, tylko na zdjęciu nie bardzo chcą pokazać swą urodę. Wiec zdjęcie będzie twórczyni. To te po lewej, w świątecznych kolorach.
Poza tym z wymianki blogowej dostałam cudeńka świąteczne - i karteczkę śliczną, i uroczy rożek pełen słodyczy, i bardzo przydatną zawieszkę do nożyczek, i kalendarz z tak lubianymi przeze mnie wzorami AOY, i stylowy obrazek z XIX w. sopockim molo, i przydasiów trochę i jeszcze strasznie pracochłonne bombki.
SAL świąteczny był świetną zabawa, chociaż ukończyłam tylko część zaplanowanej pracy. Co prawda zdjęcia dopiero teraz, ale jeden hafcik był gotowy przed świętami, oprawiony trafił już dawno w nowe ręce.
Drugi jęczy nieskończony. Trochę jeszcze to zajmie mi czasu, bo prucie mnie niestety czeka. Błąd jest na tyle duży, że improwizacja nic nie da. Ale na następne święta będzie (chyba ;-) ) gotowy.
Wełenkę z zaczętego swetra sprułam i zafarbowałam na rudawy kolor. Odcień nie jest jednolity i dobrze :-) . Teraz czeka na pomysł i wolny czas.
niedziela, 26 lutego 2012
piątek, 18 listopada 2011
Się nazbierało...
Włóczek na przykład... Dorwałam ostatnio w reklamówkę włóczki. Nawet nie przyglądałam się dokładnie, co tam jest, tylko przejrzałam pobieżnie. Zapłaciłam aż 10 zł ;-) a w domu odkryłam, że mam troszkę fantazyjnej wełny, może na czapkę starczy
Do tego 2 motki biało-żółtawej i 3 motki biało-kremowej mieszanki anilany z wełną, nylonem czymś tam jeszcze. Razem 50dkg milutkiej włóczki i zastanawiam się, czy sweterek z tego będzie, czy jakaś chusta ;-)
Była jeszcze cieniutka wełna, co prawda już zaczęta, ale prucie aż tak bardzo nie boli ;-)
Skończyłam też rękawiczki starszego
I jeszcze przypadkiem trafiłam na zestaw do haftu. Co prawda prawie połowa jest już wyszyta, ale za 3zł wydziwiać nie będę ;-)
A poza tym koralikowałam sobie. I mam nowe kolczyki czerwono-czarne. Kolory bliższe oryginałowi na drugim zdjęciu
Oraz komplet - kolczyki i naszyjnik. Już kombinuję, jakie zrobić następne ;-)
Starszy dostał też nową czapkę. Podwójna szara Malwa i Pearl cieniowana z zapasów.
Oczywiście teraz młodsi też domagają się nowych czapek ;-)
Do tego 2 motki biało-żółtawej i 3 motki biało-kremowej mieszanki anilany z wełną, nylonem czymś tam jeszcze. Razem 50dkg milutkiej włóczki i zastanawiam się, czy sweterek z tego będzie, czy jakaś chusta ;-)
Była jeszcze cieniutka wełna, co prawda już zaczęta, ale prucie aż tak bardzo nie boli ;-)
Skończyłam też rękawiczki starszego
I jeszcze przypadkiem trafiłam na zestaw do haftu. Co prawda prawie połowa jest już wyszyta, ale za 3zł wydziwiać nie będę ;-)
A poza tym koralikowałam sobie. I mam nowe kolczyki czerwono-czarne. Kolory bliższe oryginałowi na drugim zdjęciu
Oraz komplet - kolczyki i naszyjnik. Już kombinuję, jakie zrobić następne ;-)
Starszy dostał też nową czapkę. Podwójna szara Malwa i Pearl cieniowana z zapasów.
Oczywiście teraz młodsi też domagają się nowych czapek ;-)
piątek, 11 listopada 2011
poniedziałek, 7 listopada 2011
Powolutku, powolutku...
wykańczam zaczęte robótki. I staram się nie zaczynać nowych ;-) Z marnym skutkiem.
Na początek SAL-owy jesienny liść, w końcu wsadzony w ramy.
Następny SAL-owy obrazek, to domek Lili Soleil. Wyszywa się przyjemnie, a byłoby jeszcze lepiej, gdyby doba była dłuższa. Ale do 21-go grudnia sporo czasu, więc powinnam zdążyć. O ile nie zacznę zbyt wielu nowości. A po przejrzeniu paru robótkowych blogów mam ochotę na zrobienie mnóstwa rzeczy.
Na koniec zadumana Elżbieta czyli Jacqueline Frost w wersji jesienno-wieczornej.
Na początek SAL-owy jesienny liść, w końcu wsadzony w ramy.
Następny SAL-owy obrazek, to domek Lili Soleil. Wyszywa się przyjemnie, a byłoby jeszcze lepiej, gdyby doba była dłuższa. Ale do 21-go grudnia sporo czasu, więc powinnam zdążyć. O ile nie zacznę zbyt wielu nowości. A po przejrzeniu paru robótkowych blogów mam ochotę na zrobienie mnóstwa rzeczy.
Na koniec zadumana Elżbieta czyli Jacqueline Frost w wersji jesienno-wieczornej.
sobota, 29 października 2011
Świat pasji Bernadki: ROCZNICOWE CANDY czyli 20 lat minęło jak jeden dzień
Świat pasji Bernadki: ROCZNICOWE CANDY czyli 20 lat minęło jak jeden dzień

Jak zwykle na ostatnią chwilę... Nadziei wielkich nie mam, ale spróbuje. Bo piękna jest - wielka i kolor taki jaki lubię ostatnio i w ogóle...
Cudotwórczynią tym razem jest http://wmotkachzagubionabernadka.blogspot.com/2011/10/rocznicowe-candy-czyli-20-lat-mineo-jak.html
Jak zwykle na ostatnią chwilę... Nadziei wielkich nie mam, ale spróbuje. Bo piękna jest - wielka i kolor taki jaki lubię ostatnio i w ogóle...
Cudotwórczynią tym razem jest http://wmotkachzagubionabernadka.blogspot.com/2011/10/rocznicowe-candy-czyli-20-lat-mineo-jak.html
środa, 19 października 2011
Zima idzie, czyli Świateczny SAL 2011 i nie tylko
Dziecię zgubiło rękawiczki. Bywa. Tyle, że rano coraz chłodniej. Więc skrzacik dostał następne. Są w ulubionym zielonym kolorze, więc może będzie bardziej pilnował ;-) .

Żeby nie było, że się krzyżykowo obijam, to melduję zaczęty widoczek. Płótno lniane, biała Ariadna i srebrna nitka na gwiazdki. Zdjęcie strasznie nieostre, ale w taka pogodę lepszego raczej nie będzie. tyle, że kolory nieźle wyszły.


Pomocnika nawet miałam:

Liczyłam kratki kilka razy, ale i tak się pomyliłam. I to sporo. Na szczęście, ucięłam za dużo materiału. I żeby nie marnować dobra, zaczęłam SAL-owa bombkę. Podejrzewam, że popełnię jeszcze przynajmniej jedną, bo fajnie się wyszywa.

Zdjęcie w miarę ostre, ale kolory zupełnie nie te. Płótno to samo, co w obrazku, a nici coś jakby amarantowe.
Żeby nie było, że się krzyżykowo obijam, to melduję zaczęty widoczek. Płótno lniane, biała Ariadna i srebrna nitka na gwiazdki. Zdjęcie strasznie nieostre, ale w taka pogodę lepszego raczej nie będzie. tyle, że kolory nieźle wyszły.
Pomocnika nawet miałam:
Liczyłam kratki kilka razy, ale i tak się pomyliłam. I to sporo. Na szczęście, ucięłam za dużo materiału. I żeby nie marnować dobra, zaczęłam SAL-owa bombkę. Podejrzewam, że popełnię jeszcze przynajmniej jedną, bo fajnie się wyszywa.
Zdjęcie w miarę ostre, ale kolory zupełnie nie te. Płótno to samo, co w obrazku, a nici coś jakby amarantowe.
niedziela, 9 października 2011
SAL jesienny
Na blogu ujrzałam zaczątek pięknego liścia. Lubie liście, lubię jesienne kolory. Więc nie namyślając się długo, zapisałam się na jesienny SAL. Liść już gotowy, bardzo przyjemnie się go wyszywało. I podejrzewam, ze popełnię go jeszcze przynajmniej raz.
Użyłam farbowanej muliny w odcieniach brązu i pomarańczu, szarego płótna i żółtych opalizujących koralików.


Użyłam farbowanej muliny w odcieniach brązu i pomarańczu, szarego płótna i żółtych opalizujących koralików.


Subskrybuj:
Posty (Atom)

























